Kiss slowly, laugh loudly, love deeply, forgive quickly, and thank God everyday for your many blessings.
środa, 07 lipca 2010
PO DLuuuGIEJ PRZERWIE

Oj! Ale sie zaniedbalam. Ostatni wpis byl trzy miesiace temu. Oj,oj,oj..... To nie jest mozliwe. Trzy miesiace??!! Alez ten czas ucieka.

Ale tak naprawde, to byly bardzo aktywne trzy miesiace. W pracy, studenci nie dawali mi wytchnienia. Wiecznie ktorys mnie nawiedzal i szukal pomocy. Nie moge narzekac, bo to wlasnie lubie. Wieczny ruch i sporo ciekawej pracy. W domu. No coz, zapisalam moje dzieci na basen i latam z nimi 2-3 razy w tygodniu. Do tego rower. One 1 mile na rowerach, a ja na nogach. Wieczorem padalam na nos. Nie mialam sily na sprzatanie, gotowanie, a juz nie mowie o jakichkolwiek robotkach. Moj organizm juz sie w koncu do tego przyzwyczail, bo nie zasypiam na siedzaco przed telewizorem.

W ciagu ostatnich paru dni, udalo mi sie pokonczyc pare prac. Musze tylko je sfotografic i bede mogla sie pochwalic.

niedziela, 14 lutego 2010
BIALA ZIMA

Juz dawno nie mielismy tzkiej zimy. Co prawda, bylo mrozno, czasami nawet za bardzo, ale drogi byly czyste i mozna bylo jezdzic samochodzem bez przeszkod. Az w koncu i na nas spadl bialy puch. W sobote, 6-go lutego spadl lekki puszysty snieg, ktory szybko sie rozstopil, bo nastepnego dnia bylo cieplo i slonecznie. We wtorek znow zaczelo pruszyc. Ale to byl juz ciezki i mokry snieg. Padal i padal, i padal, ze az w koncu pozamykano szkoly i zaklady pracy. Dzieki temu mialam dwa dni wlne i do tego platne. Czyz to nie jest wspaniale? Mialysmy dwa dni na obijanie sie. No moze nie doslownie, bo sporo czasu spedzilam z dziewczynami na podworku. Urzadzilysmy mini kulig (kon to oczywiscie ja), lepilysmy balwana, odsniezalysmy samochod i bylysmy na spacerze.

Nasz balwanek nie jest cudem swiata, ale jakos nie moglysmy uturlac slicznej kulki. To jest moj pierwszy balwan odkad tutaj przyjechalam. A to juz 14-cie lat minelo pare dni temu.

Niepotrzebnie odsniezalysmy samochod, bo i tak nie widc jak ciezko pracowalysmy.

Po dwoch godzinach, balwan wygladal jakos dziwnie inaczej.

A tak wygladal chodnik przy naszym domu.

Choinki za domem przystroily sie w piekne biale suknie, ale niestety nie posluzyly im one. Mokry, ciezki snieg polamal galezie prawie wszystkim okolicznym sosenkom.

 

 

sobota, 02 stycznia 2010
2010
No i minal Sylwester i zaczal sie Nowy 2010 Rok. Czy uwierzycie w to? To nie moznliwe, przeciez zostalo mi jeszcze tyle robotek do skonczenia............
Ogladajac telewizje ciagle sie slyszy o nowych postanowieniach na Nowy Rok i zaczelam sie rowniez sama zastanawiac nad swoimi noworocznymi obietnicami. Co powinnam zmienic, co dodac, a z czego zrezygnowac. Jedno wiem........musze zrezygnowac ze slodyczy. Od momentu urodzenia mojej drugiej coreczki, zjadlam wiecej slodyczy niz przez cale swoje zycie. Cos mi sie poprzestawialo i musze to troche utemperowac. Mam nadzieje, ze od poniedzialku uda mi sie to wprowadzic w czyn.
A co poza tym? Chyba nie bede skladac obietnic. Spogladajac wstecz na moje wpisy, mialam sporo planow i w wiekszosci nic z nich nie wyszlo. Jedno tylko moge obiecac, ze od jutra zaczne nadrabiac zaleglosci z wpisami. Najwyzsza pora.
Zanim to nastapi, chcialabym wszystkim odwiedzajacym moja strone
zyczyc 
szczesliwego Nowego Roku.

To sa figurki, ktore pare lat temu malowalam. Czekaja na polakierowanie, ale.............ach lepiej nie mowic. Ale i tak mi sie podobaja takie jakie sa. 
wtorek, 22 grudnia 2009
ZYCZENIA SWIATECZNE
Dawno nic nie pisalam i nie chwalilam sie swoimi osiagnieciami robotkowymi i dzisiaj rowniez nie zrobie postepow. Zaleglosci bede nadrabiac po swietach, ale zanim to nastapi pragne zlozyc wszystkim skromne zyczenia swiateczne:

ZDROWYCH I SPOKOJNYCH SWIAT BOZEGO NARODZENIA,
SZAMPANSKIEGO SYLWESTRA
oraz 
SZCZESLIWEGO NOWEGO 2010 ROKU

Iza

Aby zobaczyc kartke, prosze nacisnij na zyczenia.


poniedziałek, 05 października 2009
72-ga Parada Pulawskiego

Wczoraj w Nowym Jorku odbyla sie kolejna coroczna polska parada zwana Parada Pulawskiego. Tutaj, i tutaj, i tutaj mozna obejrzec pare zdjec z parady. Zdjecia nie sa moje, bo moj aparat jakims dziwnym cudem nie zapakowal sie do torby.

Parada Pulawskiego jest to parada "amerykanskich" Polakow w Ameryce. I chociaz nie przepadam za takimi tlumami, zabralam swoje dziewczyny i pojechalysmy wraz z polska szkola wynajetymi autobusami do Nowego Jorku. Mialysmy troche czasu, parade zamykalo wlasnie Zjednaczenie Polakow w Ameryce w Perth Amboy wraz z polska szkola, ktora istnieje pod patronatem tego zjednoczenia, wiec wyruszylysmy na male zakupy do sklepu "American Girl Doll". Moje dziewczyny wymyslily sobie, ze musza przekluc lalkom uszy i kupic szczotki do wlosow. O tych lalkach powinam napisac oddzielny post. A jest o czym pisac.

Ale wracajac do parady. Przeszlysmy 19 ulic, przy okazji podziwiajac paradujacych ludzi i wrocilysmy z powrotem, aby jeszcze raz przejsc te same ulice (+5 wiecej) uczestniczac w paradzie. Mozna powiedzic, ze zwariowalysmy, ale moje dzieci uwielbiaja spacery i nie mialam z tym problemow. Karolina spora czesc spaceru przesiedziala w wozku, ale Kasia byla dzielna do samego konca.

Przez caly czas sie zastanawialam skad sie wzielo az tylu Polakow. To byly niesamowite tlumy. I co bylo bardzo mile, ze to byly niesamowite tlumy mlodych ludzi. Wiekszosc z nich bylo poubieranych w kolorach bialo-czerwonych. Podejrzewam, ze wiekszosc z nich nie urodzila sie w Polsce, a moze nawet tam nie byla. Milo bylo na nich popatrzec.

Pogoda byla cudowna i spedzilysmy ten dzien milo i przyjemnie. Moze powinnysmy jezdzic tak co roku na parade? Kto wie?

wtorek, 15 września 2009
CUKIERECZKI KORONECZKI

I dalam sie znowu wciagnac. Ale jak nie ulec Koroneczce i jej cudownosciom?

Jesli chcesz wygrac bon 70-to zlotowy do sklepu Koroneczki, zajrzyj tutaj i zapisz sie do 28 wrzesnia.

wtorek, 08 września 2009
DLUGI WEEKEND

I skonczyl sie dlugi weekend, a tym samym sezon letni w Stanach. Ludzie przygotowuja sie do sezonu "zimnego". Zostaly zamkniete plaze, odkryte baseny i niektore letnie atrakcje. Z jednej strony szkoda, bo przeraza mnie zimno, ktorego nie lubie, ale z drugiej strony organizm domaga sie spokoju, a nie ciaglego biegu i siedzenia na sloneczku.

My rowniez skorzystalismy z okazji i spedzilismy milo ten weekend. Wzielam dzien wolny z pracy w piatek i zaprosilam kilka mam (dla mnie) z dziecmi (dla moich dziewczynek) na tzw. playday. Przygotowalam pare salatek, troche slodkosci (pare przepisow wstawie w olnej chwili na "Z kuchnia na bakier") i mysle, ze spedzilysmy ten wieczor mile. Sobota uplynela nam na sprzataniu i spacerowaniu. Moje dzieci uwielbiaja dlugie spacery. Wybralysmy sie uliczkamina "podboj" naszej miesciny. Nigdy nie ma na to czasu i potrzeby, aby sie szlajac po zakamarkach. Nawet nie przypuszczalam, ze w naszej przeogromnej wiosce (niestety 42-wu tysieczne miasto nie ma praw miejskich) sa tak sliczne miejsca. I gdyby nie problem Karoliny z ubikacja, szybko nie wrocilybysmy do domu.

W niedziele wybralismy sie do Longwood Gardens. Postawilam swoja rodzine przed faktem dokonanym i zakupilam bilety na pokaz sztucznych ogni. Bylo cudownie. Fontanny tanczyly zmieniajac kolory na przemian ze sztucznymi ogniami do dzwiekow muzyki Arama Chaczaturiana. Niesamowite widowisko i niezapomniana muzyka. Szkoda tylko, ze nie pomyslalam, aby zabrac ze soba kamery i sprobowac to uwiecznic. Moze jeszcze kiedys wpadne na ten wspanialy pomysl. Przed pokazem mielismy rowniez sporo atrakcji. Kazdy nasz wyjazd do ogrodu, to kolejne niespodzianki. Tym razem byla wystawa aranzacji owocowo-warzywnych

Click here to view these pictures larger

 

oprocz tego podziwialismy lilie, kwiaty lotosu, papirusy i orchidee

Click here to view these pictures larger

 

 

czwartek, 03 września 2009
Candy - kolejne
Zaczynam sie powoli uzalezniac. A to przeciez nie jest bezpieczne.
No coz lubie slodycze i nie moge zaprzeczyc tego faktu.
Kolejny cukierek znajdziesz u Bev do piatku
wtorek, 25 sierpnia 2009
Candy
W zabawie cukierkowej bralam udzial tylko raz i nieposzczescilo mi sie. A poniewaz cukierkow na blogach coraz wiecej i kusza niemilosciwie, zapisuje sie do zabawy.
1. Pierwszy cukierek znalazlam u Joie do odebrania 7-go wrzesnia
[1.JPG]
2. Drugi cukierek do 1-go wrzesnia u Agaty
[S7309936+copy.jpg]
3. Trzeci cukierk znajdziesz na Wrzosowej Polanie do 4-go wrzesnia
[122.jpg]
4. Czwarty cukierek znajdziesz u Justyny  do 1-go wrzesnia
5. Kolejnego cukierka znajdziesz tutaj do 31-go sierpnia
No, na dzisiaj wystarczy tych slodkosci, bo zeby rozbola...........

Nie ta predko, bo mam jeszce pare niespodzianek ...
6. Znalazlam u kardamonowej do 7-go wrzesnia
Image Hosted by ImageShack.us
 7. Kolejny u Joasi do 29 sierpnia
8. Bardzo intrygujacy cukiereczek do 31 sierpnia u Bosko

A teraz zamykam internet i wracam do pracy, bo sie przeslodze. Zycze powodzenia wszystkim i sobie rowniez.

To juz dopisek z innego dnia.........I jak tu mozna nie byc lasuchem?
9. Jak w Atelier Konstancja do 8-go wrzesnia czeka takie cudo ?
10. A tutaj do 6-go wrzesnia, az tyle slodyczy?


czwartek, 20 sierpnia 2009
Rozmyslania

Ostatnio, dzieki ciszy w pracy i nieobecnosci szefa, mam mozliwosc poszalenia po internecie, a szczegolnie wciagnely mnie w swe macki rozne, rozniste blogi. Dziewczyny, skad wy bierzecie na to wszystko czas???!!!!!!!!!!! Pomimo, ze maz wyjechal do Polski, aby przywiezc Kasie, nie moge wydlubac nawet troche czasowej wolnosci. Pewnie, ze nie siedze sobie bezczynnie i ciagle cos tam robie, ale to jest tylko to male cos.

Napatrzylam sie na cudowne wyszywanki, skrapbooki, paczworki, dekopazki i zdjecia z roznych zakatkow swiata. Jak ja chcialabym miec tysiac par rak i talent co najmniej stu osob.........Ach marzenia.......

Musze sie rowniez przyznac, ze jestem maniaczka zbierania przepisow i ich nie wykorzystywania. Dlatego przeklestwem dla mnie staly sie kucharskie blogi. Nie nawidze gotowac! No moze nie tak ostro! Nie lubie i juz, chociaz czasami mam napady milosci do garnkow. Jest tylko maly problem, ze moja rodzina nie przepada za moimi "wynalazkami" i wtedy szybko sie zniechecam. Dlatego lubie babskie spotkania przy kawie. Moje kolezanki nie gardza zadna tzw. mamalyga. Probuja wszystko. Jedne dania chwala inne krytykuja. Szkoda tylko, ze spotykamy sie tak rzadko. Poznalysmy sie dzieki naszym dzieciom. Ale wtydy zadna z nas nie pracowala. Odkad zaczelam pracowac, a Ania zaczela znowu chodzic do szkoly, nie mamy juz tylu okazji.

A co u mnie? Szyje firanki. Tysiac razy obiecywalam sobie, ze juz nigdy nie wpadne na tak wspanialy pomysl jak szycie firanek. I za kazdym pobytem w Polsce nabywam pare metrow materialu i podczas obszywania wsciekam sie i wyzywam sama siebie od skonczonych idiotek. Aby obszyc jedna firane potrzebuje kilku godzin , a i tak efekt jest nie za ciekawy. Chociaz wczorajsze wypociny przyniosly calkiem zadowalajacy efekt. Z tej radosci umylam okna (tylko we wnatrz, bo to juz bylo po 11-tej w nocy i na zewnatrz do tego bylo tylko 30°) i powiesilam firaneczki. Podoba mi sie.

Do tego posprzatalam szafy. Mialam cicha nadzieje, ze uda mi sie troche uprzatnac strych, ale ze wzgledu na wysoka temperature, bede musiala to sobie na razie darowac.

 

środa, 15 lipca 2009
Powrot

Wrocilam. Oj dawno mnie tutaj nie bylo. Koniec maja byl zakrecony w pracy. Musialam przygotowac wszystkie rzeczy i dokumenty przed wyjazdem na wakacje do Polski. A potem byly wakacje. Spedzilam cudowne trzy tygodnie za swoja rodzina. Nawet mi nie przeszkadzala okropna pogoda.

Jak na razie nie moge sie "przeklimatyzowac" i wrocic do rzeczywistosci. Rozleniwilam sie troche za bardzo. Mam nadzieje, ze szybko to mi minie.

piątek, 08 maja 2009
Before I was a Mom

Dzisiaj dostalm e-mail od kolezanki i musze sie podzielic. Bardzo madre slowa:

Before I was a Mom,
I never tripped over toys
or forgot words to a lullaby.
I didn't worry whether or not
my plants were poisonous.
I never thought about immunizations.

 

Before I was a Mom,
I had never been puked on.
Pooped on.
Chewed on.
Peed on.
I had complete control of my mind
and my thoughts.
I slept all night.

Before I was a Mom,
I never held down a screaming child
so doctors could do tests.
Or give shots.
I never looked into teary eyes and cried.
I never got gloriously happy over a simple grin.
I never sat up late hours at night
watching a baby sleep.

Before I was a Mom,
I never held a sleeping baby just because
I didn't want to put her down.
I never felt my heart break into a million pieces
when I couldn't stop the hurt.
I never knew that something so small
could affect my life so much.
I never knew that I could love someone so much.
I never knew I would love being a Mom.

Before I was a Mom,
I didn't know the feeling of
having my heart outside my body..
I didn't know how special it could feel
to feed a hungry baby.
I didn't know that bond
between a mother and her child.
I didn't know that something so small
could make me feel so important and happy.

Before I was a Mom,
I had never gotten up in the middle of the night
every 10 minutes to make sure all was okay.
I had never known the warmth,
the joy,
the love,
the heartache,
the wonderment
or the satisfaction of being a Mom...
I didn't know I was capable of feeling so much,
before I was a Mom .

wtorek, 28 kwietnia 2009
Po swietach

Alez czas szybko zlecial! A jeszcze wczoraj byla Wielkanoc, a dzisiaj juz jest prawie 1-szy maj. I gdzie ten czas tak zasuwa. Ale po kolei.....

Nie mamy tutaj rodziny i czasami swieta sa dla nas bardzo smutna okazja do swietowania. Mamy przyjaciol i znajomych, to prawda, ale swieta dla mnie zawsze kojarzyly sie z rodzina. Przynajmniej pierwszy dzien swiat. Poniewaz nie chcialam wielkanocnych swiat spedzic przed telewizorem jakby to pragnal moj maz, wyciagnelam rodzine po sniadaniu do Pensylwenii do ogrodu botanicznego. Longwood Gardens to cudowne miejsce na spedzenia calego dnia posrod zieleni i kwiatow. Bylo troche wietrznie, ale spedzilismy swieta w cudownym plenerze na swiezym powietrzu. Jednym slowem bylo CUDOWNIE. Wrocilismy zmeczeni i szczesliwi.

Obiecalm dziewczynkom, ze jesli po swietach bedzie ladna pogoda, zabiore je do Nowego Jorku do sklepu American Doll. Dziewczyny od dawna zbieraly pieniazki na lalki. Pierwszy raz, gdy przez przypadek zaszlam do tego sklepu i spojrzalam na ceny, szybko z niego ucieklam. Cena lalki......szkoda mowic......kto bedzie chcial to sam kliknie na link, ktory wstawilam. Ale najwazniejsze, ze obie moje coreczki skrupulatnie oszczedzaly na lalki i ubranka dla nich. Pogoda nam dopisala i spedzilysmy cudowny dzien razem. Pojechalysmy i wrocilysmy pociagiem i caly czas chodzilysmy na nogach. Karolina po raz pierwszy jechala ciuchcia i bardzo jej sie to podobalo. Do tej pory opowiada, ze jechala pociagiem i ze kupila lalke.

Kupilam bilety do Polski. Ja z dziewczynkami lece na trzy tygodnie juz 9-go czerwca. Juz nie moge sie doczekac. Kasia zostanie u dziadkow w Szczecinie i Darek odbierze ja pod koniec sierpnia. Bedzie to nasza pierwsza taka dluga rozlaka z moim 6-cio letnim "maluszkiem". Mysle, ze obu nam to dobrze zrobi. Obie odpoczniemy od siebie. Ostatnie pol roku nie bylo zyczliwe dla nas obu. Ze slicznej malej dziewczynki urosl mi maly diabelek. No moze troche przesadzilam z tym diabelkiem, ale nie wiele jej juz brakuje, aby nim byc.

Kasia byla w koncu "student of the week" czyli uczniem tygodnia. To taka tradycja w klasie zerowej. Kazdego tygodnia jest wylosowywane dziecko, ktore ma pewnego rodzaju przywileje i jest traktowane troche jakby z honorami. A na weeken kazde dziecko dostaje misia klasowego do opieki.  Ale na tym sie nie konczy, bo tez sa zwiazane z tym i obowiazki. Nie obejdzie sie bez pracy dla rodzicow. Po pierwsze mamusia musiala zrobic plakat ze zdjeciami dziecka z roznego okresu dziecka. Po drugie musiala zajac sie dzieckiem i misiem w czasie weekendu, aby potem opisac wszystko w misiowym pamietniku. Zabralysmy wiec misia do biblioteki, na zakupy, spacer, lody i wesele. Misio ma nawet zdjecie z para mloda. Paranoja!

No wlasnie, bylismy na weselu Marzeny i Piotrka. Bylo swietnie! Co prawda nie wytanczylam sie, bo od butow nogi mnie strasznie bolaly, nawet boso nie moglam tanczyc. Ale mowi sie trudno, to byla tylko moja wina, moglam zabrac ze soba inne buty.

A co u moich robotek?  W innym poscie....

piątek, 20 marca 2009
Pierwszy Dzien Wiosny

I gdzie ta wiosna?!!!!! Caly moj tydzien przedwiosenny jest do niczego. A zaczelo sie od poniedzialku:

  • Poniedzialek - Z samego rana kolezanka z pracy wydarla na mnie jape, ze ktos posciagal jakies artykuly z jej tablicy informacyjnej. Tak klapala, ze w koncu sie okazalo, ze to ja to zrobilam. Tez cos! Nie mam nic lepszego do roboty tylko lazenie po korytarzach i "sprzatanie" tablic. Staram sie jej schodzic z drogi, bo po niej mozna sie wiele spodziewac. Dla oslony swojej wlasnej "szanownej" podstawi wszystkim nogi z przemilym usmiechem. To taki typ prawdziwej Amerykanki.
  • Wtorek - Pomimo przerwy wiosennej w szkole sa organizowane roznego rodzaju imprezy. I wlasnie byla organizowana, jak co roku, olimpida "New Jersey Science Olimpiad" dla uczniow ze szkol srednich. Moim zadaniem bylo przygotowanie "ekwipunku" do dwoch konkurencji i pomoc przy jednej z nich. Przynoszac wage, powiedzialam jednemu z prowadzacych, ze maksymalna waga to dwa kilogramy. Facet na mnie siadl, ze on nie potrzebuje wagi do dwoch kilogramow, gdyz jego mosty nie moga wazyc wiecej niz 300 gramow. Nie pomoglo tlumaczenie, ze wszystko jest przygotowane tak jak trzeba i ta wlasnie waga bedzie odpowiednia, wiec sie w koncu wkurzylam i wykrzyczalam aby sie zamknal, bo ja wiem jaka jest roznica pomiedzy kilogramem i gramem, gdyz jestem z Europy. Nie macie pojecia jaka ja bylam dumna, ze urodzilam sie w Polsce, Europie itd. Ale niestety niesmak pozostal do konca dnia.
  • Sroda -  W koncu, po trzymiesiecznej walce o wymiane mebla, wizyt dwoch baaardzo madrych meblowych technikow, stwierdzono, ze mebel nalezy wymienic. Przyjechalo dwoch panow, wynioslo gorna czesc kredensu na zewnatrz i oswiadczylo mojemu mezowi, ze nowa czesc jest porysowana. Dobrze, ze mnie w domu nie bylo i nie widzialam twarzy Darka. Tak sie wsciekl, ze zapomnial odebrac Kasie z autobusu. Kazal panom wniesc z powrotem "stary" mebel. Niestety przy przemieszczaniu ta czesc niechcacy sie uszkodzila (porysowala) i jeden z panow wpadl na pomysl, aby ryse wyczyscic wlasna slina. Brrrrrrrrrrr.....

To nie wszystko. Moje dziewczyny rozchorowaly sie na dobre i musialam jechac z nimi do lekarza. Obie musza pozostac w domu do konca tygodnia.

  • Czwartek - Poniewaz Kasia siedzi w domu, moim obowiazkiem jest odebranie wszystkich papirkow, prac domowych ect. ze szkoly. Rano pojechalam do szkoly, zawiozlam zwolnienie i poprosilam sekretarke, aby przekazala nauczycielce, ze Julia, kolezanka Kasi, zabierze wszystkie notatki. Niestety pani zapomniala i Kasia nie ma swoich prac.
  • Piatek - Jeszcze sie dzien nie skonczyl, ale nie zaczal sie za ciekawie. Pierwszy dzien wiosny i pada snieg. Takiego pieknego sniegu nie mielismy przez cala zime. Te ciagle zmiany temperatury (w srode bylo 15 stopni, a dzisiaj ledwie 2) nie wplywaja pozytywnie na ludzi.

Oj ja chce wiosny.............takiej prawdziwej wiosny

czwartek, 19 marca 2009
Podsumowanie na dzien dzisiejszy czyli 19.III

Chyba to byl dobry pomysl, aby zrobic robotkowa liste. Jak na razie trzymam sie "terminow" i ide do przodu.

A tak wyglada moja list ana dzien dzisiejszy:

  1. slubny prezent na 25.IV
  2. wyszyc swoim coreczkom poduszki z baletniczkami ( projekt obmyslony, material i kanwa gotowe. Zastanawiam sie tylko czy kupowac oryginalme nici czy poszukac jakiegos srodka zastepczego. Wiem, ze Adrianna uzyla frywolitkowej koronki, co mi sie nawet podobalo)
  3. Humelka, ktorego kupilam kilka dni temu. (w piatek dokupilam kolejnego) 
  4. uszyc zazdrostke do kuchni (material i wstawka juz kupione, ale maszyna nie chce sie sama wyciagnac ze skrytki :-))  ) - 16.III - zmusilam sie do wyciagniecia maszyny i tym sposobem zazdrostka wisi na oknie
  5. uszyc moim malym pomocnicom fartuszki kuchenne
  6. do konca czerwca chcialabym wyszyc okolo 10 kwadracikow ( mam wyrzuty sumienia, ze przez ostatnie dwa lata nie zrobilam nawet jednego)
  7. skonczyc album ze zdjeciami na shutterfly
  8. poniewaz zbliza sie wiosna, moje dziewczyny potrzebuja nowe  czapeczki i kapelusiki szydelkowe
  9. dla charity w pracy zrobic chuste i chociaz jedna czapke pod helmet dla zolnierzy w Iraku (pomimo tego, ze nie jestem zwolenniczka amerykanskiej armii, mysle, ze jedna czapka nie zaszkodzi)
  10. wkoncu nadrobic zaleglosci w koralikach. Nakupowalam pelno koralikow i leza odlogiem.
  11. nadrobic zaleglosci ze zdjeciami ( troche sie tego nazbieralo)
  12. pare igielnikow
  13. ..................i cala mase innych rzeczy
sobota, 14 marca 2009
13-ty i piatek?

Oj nie bylo dzisiaj tak zle. W pracy bylam tak zajeta, ze nie mialam czasu na myslenie o trzynastopiatkowych pechach. Moj szef kupil trojwymiarowa drukarke. Super "zabawka"! Zaplacil za nia wiecej niz ja zarabiam przez caly rok. Gdy sie o tym dowiedzialam, troche sie zatrzeslam. Nic dziwnego, ze tylko ja i jeden z profesorow na wydzilae przeszedl szkolenie. Gdy przynioslam wydrukowany model do domu, moj maz nie chcial mi uwirzyc, ze to jest produkt z drukarki. Postaram sie wstawic zdjecie, abyscie sami mogli sie przekonac.

Kasia jest troche podziebiona i przespala caly wieczor, wiec musialam "poprosic" Karoline o pomoc. Nie wiem co mi odbilo. Zachcialo mi sie kiszonej kapusty i wraz z moja dwulatka szatkowalysmy kapuste i ubijalysmy ja w misce. Alez moje dziecko bylo szczesliwe. Gorzej ze mna, gdyz mialam "troche" sprzatania.

 

 

 

 

 

niedziela, 08 marca 2009
Wycieczka do cyrku

Jak co roku Polska Szkola Doksztalcajaca w Sayreville zorganizowala swoim uczniom wycieczke. Tym razem byl to wyjazd do cyrku http://www.ringling.com/ .  Nie pamietam kiedy to ostatni raz widzialam wystepy cyrkowe na zywo. Przedstawienie bylo super, chciaz jak dla malych dzieci za duzo bylo akrobatyki i magii a za malo zwierzat. Byly konie, zebry, slonie, psy i tygrysy, to jednak bylo tego za malo. Osobiscie nie moge narzekac. Kasia siedziala usmiechnieta, a moja dwuletnia Karolinka siedziala jak zauroczona przez praktycznie cale przedstawienie. Przysnela dopiero na 15-cie minut przed zakonczeniem. Poprostu zanudzily ja tygryski.........

A poniewaz pogoda byla cudowna, cale popoludnie spedzilysmy na zewnatrz. Posprzatalysmy nasz maly kombik, ktorego nie zdarzylam sprzatnac jesienia i bylysmy na spacerze. Dziewczyny byly tak zmeczone, ze przed osma padly nie wiadomo kiedy.

Szczerze powiedziawszy mialam pisac na inny temat, ale juz mi troche przeszla zlosc i nie mam natchnienia. Mialam napisac o pewnej niemilej sytuacji, ktora isnieje pomiedzy szkolami....Moze innym razem....

Jutro przestawiamy zegarki. Trudno uwierzyc, ze to juz. A to kolejny znak, ze idzie wiosna. Az sie geba szerzej smieje.

 

poniedziałek, 26 stycznia 2009
BLOG CANDY Koroneczki

Nie mam pojecia o co tu chodzi, ale jak wszyscy, to wszyscy. No moze przesadzilam z tym wszyscy.Wild & CrazyNie wazne!! Moge sprobowac.

A wiec......... Koroneczka (zajrzyj tutaj: http://koroneczki.blox.pl/2009/01/Blog-Candy-po-mojemu.html) organizuje BLOG CANDY i nalezy spelnic kilka zasad:

  1. umieścić na swoim blogu lub innej własnej stronie www informację o tym, że organizuję ona Blog Candy,
  2. wkleić tam zdjęcie  koroneczkowych "cukierków" (czyli to zdjęcie poniżej)
  3.  link prowadzący na jej blog, co wlasnie powyzej uczynilam
  4. poinformować ją o tym wpisując się w komentarzu pod  notką o blog candy, podając w komentarzu adres swojej strony,
  5. poczekać na losowanie, które odbędzie się  4 lutego wieczorem

Uffff i sie udalo............Teraz lece zameldowac sie na koroneczkowej stronie

sobota, 03 stycznia 2009
Pierwsza chalka

Ostatnio co mnie naszlo. Zachcialo mi sie swiezego chleba i marudze mezowi, aby mi zakupil maszyne do chleba. Jakos mezus jest niechetny na ten zakup, bo twierdzi, ze mu taki chleb z maszyny nie smakuje. Ja nie daje za wygrana. W miedzyczasie zagladam na roznego rodzaje blogi kucharskie i podgladam wspanialosci, ktore powstaja w roznych kuchniach. Nie wiem jak to robicie, ale mi brakuje czasu i wiecznie probuje "cos" dogonic. Po jakims czasie takiej gonitwy wysiadam i nie mam juz ochoty na nic.

Ale do reczy.........W srode wpadlam do kolezanki po aniolka, ktorego wykonala jej znajoma, ale o tym pozniej. Weszlam do domu, a tam przepieknie pachnie pieczona bulka drozdzowa. Ewa wlasnie piekla chalke. No i mnie naszlo. Dzisiaj nie musialam isc do pracy, wiec sie zabralam do dziela. Przepis znalazlam na stronie Izabeli z Chicago (Chleb i inne wypieki). Iza dodala rowniez link z obrazkowym instruktazem za co bylam jej bardzo wdzieczna dopoki moje dzieci nie zachcialy pomagac, gdyz stwierdzily, ze nie jest to trudne. "Uklepalam" ciasto , ciasto podroslo, ale nie bylo go tak duzo jak na mi sie wydawalo, ze powinno byc. I sie kleilo do rak....Nie mam wprawy w pieczeniu chlebow, wiec nie mam pojecia czy bylo dobre czy tez zle. Ciasto bylo rowniez bardzo elastyczne i powracalo ksztaltem do swojego wygladu pierwotnego. To rowniez mnie nie zniechecilo do dalszych prac. Jednak jak doszlo do zwijania chalki........ach lepiej nie mowic, po paru probach splatania chalki mialam dosc i pozostalam przy zwyklym warkoczu. Zamiast jednej chaly mam 6 mniejszych.  Jak smakuja jeszcze nie wiem, ale tak wlasnie wygladaja.

 

środa, 31 grudnia 2008
Motyl

Bedac ktoregos dnia u dermatologa i czekajac na wizyte, przeczytalam wszystkie informacje, uwagi, ogloszenia ....etc wywieszone na scianach w poczekalni i jedna szczegolnie przykula moja uwage:

 

LIFE IS LIKE A BUTTERFLY.

THE MORE YOU CHASE IT,

THE MORE IT WILL ILUDE YOU.

BUT IF YOU TURN YOUR ATTENTION TO OTHER THINGS,

IT COMES AND SOFTLY SITS ON YOUR SHOULDER.

 

W wolnym tlumaczeniu......Zycie jest jak motyl. Im bardziej je scigasz, tym bardziej cie zwodzi. Lecz jesli odwrocisz swoja uwage na inne rzeczy, przyleci do ciebie i siadzie delikatnie na twym ramieniu.

Czyz nie jest to madre?

 
1 , 2